czwartek, 24 września 2009

Pociągiem czy samolotem?

Wybierałem się do Bonn. Czasu było coraz mniej, a ja wciąż nie mogłem się zdecydować, jak tam dotrzeć. Do wyboru miałem samolot lub pociąg.

Samolot leciał z Gdańska ok. 10, lądował na lotnisku Bonn/Kolonia (czyli właściwym). Aby na niego zdążyć musiałbym jechać busem o 4 rano, jak poinformowała mnie przemiła pani u ajenta biura podróży. Zaletą był niski koszt - cena biletów (low costy!) to, o ile pamiętam, ok. 400 zł.

Mogłem też wybrać pociąg relacji Warszawa-Amsterdam, który wyjeżdżał po południu, a w Kolonii był tuż po 6 rano dnia następnego. PKP akurat miały promocję, bilet w dwuosobowym przedziale sypialnym kosztował 80 Euro w jedną stronę.

Od samego początku byłem zdecydowany na samolot. Dlaczego? Bo samolot to:
  • szybkość (krótki czas lotu);
  • bezpieczeństwo;
  • frajda (lubię latać);
  • niższy koszt (akurat w tym wypadku).
Z drugiej strony, samolot to także:
  • konieczność przybycia na lotnisko wcześniej i bezsensowne czekanie;
  • ograniczenia w ilości bagażu;
  • zmarnowanie całego dnia na podróż;
  • konieczność dotarcia z lotniska do miasta.
Pomimo tych wad chciałem lecieć samolotem. Szczególnie nie uśmiechała mi się szesnastogodzinna podróż pociągiem. Wtedy usłyszałem coś, co mnie przekonało:

- Pomyśl, co będziesz opowiadał wnukom. Że wsiadłeś w samolot, 2 godziny i już byłeś w Kolonii? A tak - możesz się gdzieś zgubić po drodze i będzie przygoda!

Rzeczywiście. Samolotem latałem już wcześniej natomiast takim pociągiem (sypialnym, w relacji międzynarodowej) nie jeździłem nigdy. Przypomniałem sobie, że widywałem pociąg tej relacji na dworcu w Warszawie już wcześniej. I wtedy nagle poczułem wielką ochotę, żeby się nim przejechać. Teraz, z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że był to dobry wybór.

Pociąg był odpowiedni, bo:
  • był bardzo wygodny (dwuosobowy przedział sypialny to jest to; a w drodze powrotnej miałem go do swojej wyłącznej dyspozycji!);
  • przyjechałem do Niemiec rano i miałem cały dzień na zwiedzanie miasta;
  • przyjechałem od razu do centrum (dworzec w Kolonii jest tuż obok tej sławnej katedry);
  • mogłem się wyspać;
  • nie musiałem być wcześniej i czekać jak głupek na odbiór bagażu;
  • doświadczyłem czegoś nowego;
  • miałem swój bagaż cały czas pod kontrolą (i nie bałem się, że obsługa lotniska mi go zniszczy).
Podsumowując - zarówno pociąg, jak i samolot mogą być wygodnymi i odpowiednimi środkami lokomocji. Niech Was nie przeraża np. 16-20 godzin jazdy, jeżeli tylko będziecie mieli wagony sypialne. Według mnie, o wiele lepiej wyjechać dzień wcześniej i przespać się w takim pociągu niż być na lotnisku skoro świt, przybyć na miejsce po południu i od razu zacząć zajęcia.

Poza tym zachęcam Was do próbowania nowych rzeczy, jeśli tylko macie taką okazję. Jeżeli zawsze podróżujecie w ten sam sposób... Jak myślicie, może warto choć raz to zmienić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz